Marzec 9, 2016

8 marca kampania HejtStop wzięła udział w Gali Szkoły Dialogu, która odbyła się w Teatrze Wielkim. Jej celem było zaprezentowanie młodzieży ze szkół zaproszonych na galę pracy organizacji działających na rzecz współżycia w społeczeństwie wielokulturowym oraz tych związanych z kulturą i narodem żydowskim. Oprócz HejtStopu na Gali pojawili się, między innymi, przedstawiciele kampanii „Bez nienawiści”, Muzeum na Kółkach Polin, czy ambasady Izraela. Informowaliśmy uczestników gali, zarówno uczniów jak i nauczycieli na temat działalności naszej kampanii oraz sposobów walki z mową nienawiści. Naszym celem było również zachęcenie potencjalnych wolontariuszy do indywidualnego uczestnictwa w kampanii oraz całych grup do wzięcia udziału w organizowanych przez nas warsztatach.

Luty 24, 2016

autorka: dr Joanna Talewicz-Kwiatkowska
Instytut Studiów Międzykulturowych, Uniwersytet Jagielloński
Fundacja Dialog-Pheniben

Kim są Romowie? Co wiecie na ich temat ? To pytanie, które zadaję czasem podczas war-sztatów edukacyjnych o Romach. Odpowiedzi, które padają ze strony osób uczestniczących pot-wierdzają fakt, że wiedza na temat mniejszości romskiej jest delikatnie mówiąc znikoma. Dodam, że kiedy opowiadam o historii Romów w Europie, a także w Polsce, niejednokrotnie obserwuję zdziwienie na twarzach uczestników i uczestniczek zajęć. Okazuje się bowiem, że Romowie mieszkają w Polsce od kilkuset lat. Nie są imigrantami czy społecznością, która “pojawiła” się w Polsce stosunkowo niedawno, a są obywatelami naszego kraju od czasów średniowiecza. Z tego właśnie okresu pochodzą pierwsze informacje o obecności grup romskich w Europie, w tym także w Polsce .

Kolejne pytanie jakie zdarza mi się zadać podczas wspomnianych warsztatów dotyczy skojarzeń na temat Romów. Padają rozmaite odpowiedzi. Niektóre z nich są pozytywne, jednak przeważająca część odpowiedzi to skojarzenia negatywne. Bez względu na ich charakter jest pewna cecha wspólna, która je łączy. To stereotypy, które znane są większości z nas. Romowie to wieczni wędrowcy, wolni i beztroscy artyści. A także złodzieje, brudasy, lenie, niechętni do pracy i edukacji. Nie da się ukryć, że stereotypowe opinie utrwalane są przez media, w których o Romach mówi się najczęściej w kontekście działalności artystycznej. W tym miejscu warto dodać, że skojarzenia związane z muzyką Romów z jednej strony są pozytywne, bowiem wiążą się z rozrywką, niemniej jednak lokują kulturę romską w obszarze związanym wyłącznie z muzyką, a mówiąc dosadniej z cepelią czy folklorem. Inną okazją do tego by mówić o Romach w mediach są skandale, awantury, bójki i działalność przestępcza. Oba wspomniane typy przekazów medialnych wzmacniają stereotypy, które niejednokrotnie stają się jedynym źródłem wiedzy o Romach, a to w konsekwencji może prowadzić do uprzedzeń i dyskryminacji społeczności romskiej.

Wyniki badań opinii społecznej rysują ponury obraz relacji romsko- nie romskich w Polsce. Według badań przeprowadzonych wspólnie przez Agencję Praw Podstawowych Unii Europejskiej i Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju, których wyniki opublikowano w 2012 roku, Romowie w Polsce nadal spotykają się z dyskryminacją i wykluczeniem społecznym. Ponadto podkreślono, że dyskryminacja, prześladowania i przemoc na tle rasowym są w krajach Unii, w tym w Polsce, o wiele bardziej rozpowszechnione niż odnotowuje się w oficjalnych statystykach. Polscy Romowie skarżą się głównie na dyskryminację w prywatnych usługach, w szpitalach i szkołach oraz przy poszukiwaniu pracy . Z kolei z raportu Centralnego Biura Opinii Społecznej opublikowanego w 2008 roku wynika, że co szósty Polak zgadza się ze stwierdzeniem, że powinny istnieć miejsca rozrywki i wypoczynku, do których Romowie nie mieliby wstępu, natomiast aż 42 procent ba-danych uważa, że Romowie są z natury źli i mają naturalne predyspozycje do popełniania przestępstw . Także z raportu z badań przeprowadzonych w 2012 roku przez naukowców z Uniwersytetu Jagiellońskiego na zlecenie byłej Pełnomocniczki rządu do spraw równego traktowania Ag-nieszki Kozłowskiej – Rajewicz wynika, że Romowie obok grup LGBT i osób z chorobami psychicznymi są społecznością, wobec której Polacy odczuwają największy dystans społeczny.

W tym miejscu należy podkreślić, że niechęć i uprzedzenia wobec Romów przyczyniły się do porażki wielu programów pomocowych, których celem była poprawa trudnej sytuacji społecznej tej mniejszości. Mowa przede wszystkim o wysokiej stopie bezrobocia na którą wpływa niski stopień wykształcenia Romów. Trudno się dziwić, że mimo podjęcia wielu inicjatyw na które przeznaczono znaczne środki finansowe, efekty są zupełnie nieadekwatne do wydanych sum. Przyznać należy, że powodem tego stanu rzeczy jest z jednej strony trudna sytuacja na polskim rynku pracy, ale z drugiej strony stereotypy i uprzedzenia wobec Romów. Potwierdziły to badania, które prowadziłam w latach 2010-2012 . Jak się okazuje Romowie posiadają wiele zaświadczeń i certyfikatów potwierdzających ukończone szkolenia i kursy. Jednak przekonanie o leniwym usposobieniu Romów oraz ich tendencji do kradzieży i popełniania przestępstw, zniechęca pracodawców do ich zatrudnienia. Skutki są fatalne i tworzą błędne koło. Z jednej strony Romom, którzy postrzegani są jako złodzieje trudno znaleźć zatrudnienie, a z drugiej strony brak pracy wzmacnia negatywne postrzeganie Romów jako nierobów niechętnych do uczciwej pracy.

Kolejnym problemem jest uogólnianie jednostkowych zachowań do cech, które są atrybutem całej grupy. Romowie różnią się od społeczeństwa większościowego. Język romski obok polskiego jest językiem w którym się komunikują, mają ciemniejszy odcień karnacji, czasem wyróżnia ich strój. Są zatem widoczni. To staje się powodem generalizacji i stygmatyzacji. Wszystkich Romów wrzuca się do jednego worka nadając im cechy, które rzekomo posiadają wszyscy członkowie społeczności romskiej. Osoba, która zaprzecza powszechnym stereotypom, postrzegana jest jako wyjątek od normy, tak zwany rzadki przypadek.
Negatywny wizerunek Romów i uogólnianie jednostkowych zachowań i cech do poziomu grupowego stały się inspiracją dla twórców kampanii społecznej “Jedni z wielu” , której celem była zmiana negatywnego postrzegania Romów przez społeczeństwo większościowe. Organizatorzy akcji podkreślali jednocześnie, że przełamywanie stereotypów i uprzedzeń ma sprzyjać integracji społecznej Romów. Bohaterami kampanii społecznej „Jedni z wielu” stali się polscy Romowie. To osoby wykształcone, utalentowane, które odniosły sukces w życiu. To właśnie miało przekonać odbiorców, że to społeczność niezwykle różnorodna, a postrzeganie Romów przez pryzmat negatywnego stereotypu jest nie tylko błędne, ale również bardzo krzywdzące. Bilbordy z foto-grafiami wspomnianych osób wraz z krótką adnotacją (jestem Romem, jestem Polakiem jestem artystą; jestem Romką, jestem Polką, jestem nauczycielką itp.) zagościły w wielu miastach Polski. Warto dodać, że akcję wsparły znane osoby. Między innymi kompozytor Jan Kanty- Pawluśkiewicz oraz Jowita Budnik i Antonii Pawlicki- odtwórcy głównych ról w filmie Krzysztofa Krauze i Joanny Kos-Krauze “Papusza”. Wydano album z fotografiami i historiami osób, które wzięły udział w kampanii. Powstała również wystawa, którą pokazywano w szkołach, instytucjach edukacyjnych i instytucjach kultury. Wydawać by się mogło, że akcja jest nie tylko potrzebna, ale też bardzo pozytywna. Nie było w ramach kampanii smutnych historii o dyskryminacji, nie było narzekania. To historie ludzi, którzy odnieśli sukces w pracy czy w życiu. Ludzi, którzy nie różnią się od większości, ale należą do mniejszości. Jakiś czas temu rozmawiałam z jednym z uczestników kampanii. Młody, wykształcony mężczyzna. Artysta, doktorant na ASP. Rozmawialiśmy właśnie o kampanii “Jedni z wielu”. Powiedział mi wówczas, że zdecydował się na udział ze względu na jej nieprowokacyjny i pozytywny przekaz. O kampanii opowiadał również w wywiadzie, którego udzielił: jest bezpieczna(…) na plakatach pokazano ludzi, którzy są wykształceni, coś w życiu osiągnęli, są „pełnowartościowymi” Polakami (mimo) pochodzenia romskiego. Myślałem: taki przekaz nie jest kontrowersyjny, nikogo nie ukłuje . Był przekonany, że taka akcja jest potrzebna co nie oznacza, że nie miał świadomości niechęci wobec Romów. Mimo tego negatywny odbiór kampanii i skala hejtu z jaką się spotkał były dla niego wyjątkowo bolesne. Podczas naszej rozmowy przyznał, że nie miał świadomości, że uprzedzenia wobec Romów są aż tak silne. Że tyle negatywnych emocji może wzbudzić fotografia “zwykłego faceta” tyle, że z podpisem “jestem Romem”. Opowiadał, że było to przykre nie tylko dla niego, ale również dla jego przyjaciół i rodziny. Bilbordy z jego foto-grafią zamalowywano, pojawiły się wulgarne napisy: Złodziej, umyć brudasa. Nienawistne i obraźliwe komentarze pojawiły się również w internecie.

Opisany przypadek nie jest odosobniony. Uprzedzenia wobec Romów od dawna utrzymują się na podobnym, wysokim poziomie i praktycznie nie zmieniają się w czasie. Lektura komentarzy pod artykułami czy materiałami telewizyjnymi na temat Romów nie pozostawia złudzeń. Oprócz wyzwisk i wulgaryzmów pojawiają się komentarze nawołujące do “likwidacji” czy wypędzenia Romów z Polski. Są również wpisy odmawiające Romom człowieczeństwa. Jak się okazuje anonimowość w internecie bywa pozorna, a wulgarne wpisy nie zawsze pozostają bez konsekwencji dla autorów. Tak było w przypadku mężczyzny, który na jednym z portali internetowych umieścił wpis pod artykułem na temat incydentu z udziałem Romów w małopolskich Maszkowicach. Był to komentarz o następującej treści: „Z Romami jest tak samo jak z klerem. Nie orzą, nie sieją, a plony potężne zbierają. Czy ktoś widział cygana uczciwie pracującego? Żyją tylko z przekrętów, żebractwa i kradzieży. Kombinacje mają w genach i nic tego nie zmieni. Dlatego izolacja lub wygnanie i będzie spokój”. Sprawą zajęła się prokuratura, która uznała, że wpis stanowi publiczne nawoływanie do nienawiści na tle różnic etnicznych i jest publicznym znieważeniem Romów. Śledczy dotarli do autora wpisu, który przyznał się do winy i wyraził skruchę. Akt oskarżenia przeciwko mężczyźnie trafił do Sądu Rejonowego w Bielsku-Białej. Oskarżony wystąpił o dobrowolne poddanie się karze czterech miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu. Sąd Rejonowy w Bielsku-Białej postanowił jednak sprawę umorzyć, a prowadzący sprawę sędzia w uzasadnieniu wyroku napisał, że: zdaniem sądu organy ścigania prowadziły postępowanie przygotowawcze z nieuzasadnionym rozmachem. Sędzia dodał również, że: Nie jest tajemnicą, że sposób życia Romów budzi kontrowersje i nierzadko spotyka się z dezaprobatą społeczną. Oskarżony skrytykował niewłaściwe zachowania, w szczególności dotyczące uchylania się od przyjętych zasad zarobkowania. Ponadto w uzasadnieniu wyroku sędzia uznał, że Romowie są mniejszością etniczną nieskorą do asymilacji i zdobywania wykształcenia, a ich skłonność do żebrania w miejscach publicznych jest powszechnie znana, trwają przy sposobach życia nieakceptowanych w społeczeństwie. Opisana sytuacja stała się powodem wystosowania przez organizacje pozarządowe pisma do Rzecznika Praw Obywatelskich z prośbą o ponowne rozpatrzenie sprawy, bowiem zarówno wyrok, jak również postawa sędziego stają się publicznym przyzwoleniem na ksenofobiczne i stygmatyzujące wypowiedzi będące efektem uprzedzeń wobec mniejszości romskiej. Sprawa wciąż jest w toku, a w odpowiedzi na pismo organizacji pozarządowych Rzecznik Praw Obywatelskich poinformował, że sprawą zajął się z urzędu.

Kolejną bulwersującą, ale i przykrą sprawą są wydarzenia do jakich doszło w Limanowej w listopadzie 2015 roku, kiedy to na domach Romów mieszkających w Limanowej, pojawiły się rasistowskie napisy o treści „szykujcie się na zagładę”, „Polska dla Polaków”, „won z Polski szmaty”. Pomalowano też okna, wyrwano z nich klamki, zniszczono samochody. Kilka dni po zdarzeniu stanowisko w sprawie, na antenie Polskiego Radia, zajął poseł rządzącej obecnie partii (PiS) stwierdzając, między innymi, że jest to „problem braku przystosowania się mniejszości romskiej do życia w naszym kraju”, „państwo jest wobec nich bezradne”, „oni nie dostosowują się do prawa”, „jak pozwalamy, żeby nie stosować prawa wobec grup mniejszości, to potem obywatele nie mają do państwa zaufania”, „czy radykalizmy nie są wtedy uzasadnione?”, „nie mogę krytykować ludzi, którzy nie godzą się na bezradność państwa”.
Wypowiedź posła jest nie tylko usprawiedliwieniem ataku na Romów, ale także przyzwoleniem na tego typu zachowania.

Niestety do podobnych sytuacji dochodzi coraz częściej. Relacje romsko-nieromskie są problematyczne, a wyniki badań opinii społecznej biją na alarm. Mimo tego niewiele się zmienia, a negatywne wypowiedzi osób publicznych na temat Romów, będące efektem uprzedzeń wobec nich stają się przyzwoleniem na standardy, które nie powinny stać się normą w nowoczesnym i europejskim kraju. Z przykrością należy również stwierdzić, że dotąd nie podjęto przemyślanych i kompleksowych działań, które sprzyjałyby wzajemnemu zbliżeniu. W szkołach brakuje zajęć antydyskryminacyjnych czy międzykulturowych. Królują stereotypy, które tylko utwierdzają w prze-konaniu, że Romowie nie są społecznością skłonną się integrować. Najczęściej postrzegani są jako pasożyty żerujące na państwie i innych, przestępcy, lenie, krętacze, którzy nie chcą się uczyć. To bardzo łatwy obiekt, wobec którego można skierować agresję. A to bardzo niebezpieczne szczególnie w czasach trudnych i niespokojnych kiedy to mała iskra może stać się powodem konfliktu, a nawet agresji

Luty 23, 2016

autor: Wiktor Soral
Uniwersytet Warszawski, Centrum Badań nad Uprzedzeniami

Całkiem niedawno media obiegła wiadomość o rozmowach na linii Facebook – Niemcy, dotyczących wprowadzenia większej kontroli treści pojawiających się na znanym portalu społecznościowym. Tą „cenzurą” (jak określało ją część dziennikarzy) miały być objęte coraz częstsze rasistowskie i ksenofobiczne wpisy skierowane wobec uchodźców i imigrantów. Władze niemieckie, a jeszcze wcześniej Rada Europy (w zainicjowanej kampanii NoHateSpeechMovement) dostrzegły poważne zagrożenie w coraz większym rozpowszechnieniu mowy nienawiści w sieci i postanowiły z nim walczyć. Choć osobiście pochwalam te działania, nie mogę przejść obojętnie obok fali wzburzenia lub niechęci, jaka pojawiła i nadal pojawia się u części społeczeństwa w reakcji na tą informacją. U części osób pojawiła się obawa na myśl o tym, że ktoś będzie ograniczał wolność wypowiedzi w Internecie lub co więcej mówił społeczności internetowej jak ma myśleć. Ta niechętna reakcja nieco dziwi, ponieważ mam wrażenie, że większość z nas zupełnie nieświadomie akceptuje różne formy ograniczania ekspresji i kontroli wypowiedzi w nie-wirtualnym świecie. Opór pojawia się jednak wtedy, gdy chcą nam zabrać Internet.

W tym artykule chciałbym zastanowić się co sprawia, że mowa nienawiści w sieci jest tak trudnym problemem. Należy podkreślić że mowa nienawiści nie jest zjawiskiem nowym i nie pojawiła się ona wraz z początkiem Internetu. Raczej wątpliwe jest też, że Internet sprawił, że mowa nienawiści nabrała innego charakteru niż miała w latach przed epoką powszechnego dostępu do sieci. Czy Internet zmienił nasze zachowanie i sprawił, że staliśmy się bardziej nienawistni, mniej wrażliwi i wyrozumiali? Często wskazuje się, że to anonimowość i związany z nią brak poczucia odpowiedzialności za swoje czyny sprawiają, że mowa nienawiści w sieci przybrała rozmiary epidemii. Ten często powtarzany argument wydaje mi się jednak nietrafiony. Większość współczesnych użytkowników Internetu zdaje sobie sprawę, że w sieci nie ma anonimowości, a nienawistne komentarze pojawiają się na profilach opatrzonych nie tylko imieniem i nazwiskiem, ale także informacją o miejscu pracy lub nauki. W moim wywodzie chciałbym wskazać na inne źródło rozwoju epidemii mowy nienawiści w sieci, takie które jest związane z postrzeganiem charakteru Internetu jako przestrzeni publicznej.

Gdy poproszono mnie o napisanie tego artykułu, zasugerowano, abym spróbował opowiedzieć czym różni się mowa nienawiści w Internecie od tej spotykanej w przestrzeni publicznej; zupełnie tak jakby Internet i przestrzeń publiczna stanowiły odrębne byty. Często nie uświadamiamy sobie lub zapominamy, że Internet również stanowi przestrzeń publiczną, dziś być może jedną z najważniejszych lub najczęściej odwiedzanych przez znaczną część społeczeństwa. Internet jest częścią przestrzeni publicznej i mowa nienawiści pojawiająca się w Internecie, pojawia się tym samym w przestrzeni publicznej. Przeniesienie do przestrzeni wirtualnej nie zmienia charakteru języka nienawiści, ale z pewnością zwiększa jego moc oddziaływania i zwiększa szanse, że dosięgnie on swojej ofiary. Mimo to, wydaje się nam jakoby sam fakt, że dana treść pojawiła się w sieci stanowił jej usprawiedliwienie. Przecież w Internecie wszystko można, czy nie?

Chciałbym w tym miejscu postawić ważną moim zdaniem tezę: Dopóki Internet będziemy traktować jako oderwany od przestrzeni publicznej, dopóty niemożliwie będzie okiełznanie epidemii mowy nienawiści w sieci i dopóty będzie on stanowił główne miejsce kontaktu z mową nienawiści wśród młodzieży. Gdy ludzie znajdują się w przestrzeni publicznej, ich działaniem kierują określone normy społeczne – ustalone wspólnie reguły postępowania, zasady odnośnie tego co jest słuszne i poprawne, a co niedozwolone lub niemoralne. W badaniach, które przeprowadziłem wspólnie z Centrum Badań nad Uprzedzeniami i Fundacją im. Stefana Batorego, próbowaliśmy ustalić stopień przyzwolenia na obecność języka nienawiści w przestrzeni publicznej. Choć mowę nienawiści wobec niektórych grup mniejszościowych (szczególnie Romów i mniejszości seksualnych) akceptuje nawet 40% polskiego społeczeństwa, tylko 5% akceptuje język wrogości wobec osób czarnoskórych i Ukraińców. Oznacza to, że w tym drugim przypadku zdecydowana większość społeczeństwa nie chciałaby słyszeć mowy nienawiści w swoim otoczeniu i byłaby skłonna jej zakazać.

Gdy przyjrzeliśmy się nieco dokładniej powyższym wynikom odkryliśmy zaskakującą zależność. Często zakłada się, że mowa nienawiści jest przymiotem osób o prawicowych, konserwatywnych poglądach społecznych. Nasze badanie pokazało coś odwrotnego: osoby przywiązane do tradycji, autorytetów i społecznych konwenansów, charakteryzowały się mniejszą akceptacją języka wrogości w przestrzeni publicznej. Ten wynik okazał się paradoksalny również dlatego, że te same osoby o prawicowym światopoglądzie charakteryzowały się większym dystansem w stosunku do grup mniejszościowych, niż osoby o światopoglądzie lewicowym. Przypuszczalnie osoby o prawicowym światopoglądzie są w większym stopniu przywiązane do norm społecznych i to sprawia, że choć mogą odczuwać niechęć wobec niektórych grup mniejszościowych, nie będą skłonne naruszać normy polegającej na niekrzywdzeniu innych. W świetle tych wyników można przypuszczać, że czasach gdy poglądy polityczne polskiego społeczeństwa dryfują w prawą stronę, wyparcie mowy nienawiści z przestrzeni publicznej nie powinno stanowić problemu… ale jest jeszcze Internet.

Gdy Internet powstawał, stanowił przystań wolności dostępną tylko dla niewielkiej grupy specjalistów i pasjonatów. Te czasy już dawno minęły i Internet – z obrzeży – przeniósł się do centrum przestrzeni publicznej. Legenda o Internecie jako o przystani wolności przetrwała jednak tą zmianę pozycji. Przypuszczalnie, wiele osób nadal chciałoby postrzegać Internet jako coś innego niż przestrzeń publiczna, miejsce gdzie więcej wolno. Być może właśnie to pragnienie stanowiło bazę dla rozwoju epidemii mowy nienawiści. Właściwej siły napędowej tej epidemii należy jednak szukać gdzie indziej. O ile to specyficzne postrzeganie Internetu sprawiło, że mowa nienawiści przeniosła się w końcu również do sieci, to dalsze rozprzestrzenianie się mowy nienawiści przypomina raczej rozprzestrzenianie się wirusa (nie bez powodu użyłem wcześnie określenia „epidemia”).

W niedawnych badaniach wspólnie z Centrum Badań nad Uprzedzeniami UW, sprawdzaliśmy jak zmienia się postrzeganie obraźliwości mowy nienawiści, gdy ludzie narażeni są na nią przez dłuższy czas. Wcześniejsze badania holenderskich naukowców (Keizer, Lindenberg i Steg, 2008) opublikowane w prestiżowym magazynie Science, pokazały, że gdy ludzie obserwują przypadki łamania norm społecznych, sami są również bardziej skłonni dopuszczać się ich naruszania. W naszych badaniach, udało nam się pokazać podobny mechanizm w przypadku mowy nienawiści. U uczestników badania, którzy czytali nienawistne komentarze zaobserwowaliśmy mniejszą wrażliwość na tego typu treści oraz większy poziom uprzedzeń w stosunku do grup, których dotyczyła mowa nienawiści. W świetle tych wyników łatwo sobie wyobrazić, co się dzieje gdy przeglądając treści, internauci napotykają się co jakiś czas na hate. Choć początkowo mogą czuć się nim zniesmaczeni lub zszokowani, po pewnym czasie ich reakcja emocjonalna staje się coraz słabsza, w końcu przestają w ogóle zauważać, że coś jest nie tak z treściami, które czytają.

Częsty kontakt z mową nienawiści odwrażliwia na tego rodzaju treści, ale również sprawia, że normy społeczne przestają obowiązywać. Tą drugą hipotezę sprawdzaliśmy wspólnie z kolegami i koleżankami w najnowszym badaniu. W eksperymencie obserwowaliśmy relację pomiędzy tzw. życzliwym seksizmem, a wiarą w mity na temat gwałtu. Ta specyficzna zależność może istnieć tylko pod warunkiem obecności i fukcjonowania określonych norm społecznych. W badaniu zauważyliśmy jednak, że ekspozycja na mowę nienawiści sprawiła, że u uczestników badania ta zależność zanikła. Ten wynik potwierdza nasz przypuszczenie, że kontakt z mową nienawiści zawiesza funkcjonowanie norm społecznych. Zatem częsty kontakt z mową nienawiści może kształtować przekonanie, że język wrogości nie jest naruszeniem normy społecznej i nie jest niczym szkodliwym.

Chciałbym zaznaczyć, że Internet stanowi idealne pole, na którym opisane przeze mnie proste mechanizmy poprzez sieć zależności mogą przerodzić się w epidemię w tempie niemal błyskawicznym. Gdy idziemy ulicą i widzimy na murach rasistowskie napisy, mowa nienawiści działa na nas prawdopodobnie tak samo jak w Internecie. Prawdopodobnie jednak szkoda nam będzie czasu na tworzenie własnego napisu na murze (nie wspominając o strachu przed możliwą karą za wandalizm). Napisanie własnego komentarza w Internecie, udostępnienie komentarza znajomego, lub choćby jego polubienie, jest z kolei proste i niewymagające. Inna różnica sprowadza się do tego co normatywne (malowanie napisów na murach jest nienormatywne, ale do pisania komentarzy jesteśmy wręcz zachęcani).

Wszystkie opisane przeze mnie badania pokazują, że postrzegając Internet jako oderwany od przestrzeni publicznej przyczyniamy się do rozprzestrzeniania się w nim języka wrogości. Mowa nienawiści w sieci nie różni się niczym od tej w tradycyjnie rozumianej przestrzeni publicznej. Jest źródłem wykluczenia i segregacji, a przez cierpienia, depresji, oraz prób samobójczych wśród grup mniejszościowych dotkniętych językiem wrogości. Tego wszystkiego można by uniknąć, gdybyśmy zaakceptowali fakt, że Internet dawno przestał być miejscem, w którym nasze czyny i słowa są niczym nieograniczone. Jeżeli łatwo nam zaakceptować, że pewnych rzeczy nie wypada mówić w pracy, w szkole, na uczelni, w kościele, to dlaczego nie zaakceptować również pewnych norm zachowania we wspólnej przestrzeni wirtualnej. Postarajmy się przenieść normy społeczne również do sieci. Spróbujmy stworzyć miejsce, w którym każdy z nas będzie mógł się czuć dobrze. Uczyńmy z Internetu przestrzeń prawdziwie publiczną i obywatelską.

Luty 10, 2016

Widzisz hejt? Reaguj.

O hejcie w Internecie i nie tylko, o liczbie nienawistnych komentarzy, które są zgłaszane do moderacji, o praktycznych aspektach zgłaszania nienawistnych treści odpowiednim służbom, o potrzebie współpracy z NGO-sami, a także o tym, jak należy zgłaszać nienawistne treści w serwisach spółki AGORA opowiada Szef Zespołu ds. Kontaktów z Czytelnikami Gazety Wyborczej, Anna Maria Siwińska.

 


ZGŁASZANIE KOMENTARZY W SERWISACH AGORY:

Styczeń 29, 2016

Czym jest swastyka, krzyż celtycki, wilczy hak? Jakie jeszcze hasła znajdują się na polskich murach i w Internecie?

Kiedy widzimy hasła wulgarne, agresywne, rozpoznajemy „hejt” w sposób w zasadzie intuicyjny. Czy podobnie reagujemy w przypadku pozornie neutralnych znaków, np. „88” czy „18”? Czy „AJ” to jedynie czyjeś inicjały? A wizerunek świni?

Najbardziej popularne znaki odnajdziecie w naszej publikacji! Zachęcamy do korzystania
hejtstop-ulotka zakazane znaki-internet

Styczeń 27, 2016

71 lat temu, 27.01.1945 r., zakończył swoją działalność obóz zagłady Auschwitz-Birkenau. W rocznicę tego wydarzenia obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Pamięci o ofiarach Holokaustu.

W tym dniu musimy pamiętać, że do takich tragedii nie dochodzi w próżni. Nienawiść, strach, uprzedzenia prowadzą do dyskryminacji. W sytuacji, kiedy kreowany jest obraz Innego, oparty na uprzedzeniach i nienawiści, łatwo o generowanie konfliktów.

Nienawiść szkodzi wszystkim. Naszym obowiązkiem jest reagowanie na wszelkie przejawy dyskryminacji i napiętnowania grup społecznych. Przede wszystkim jednak musimy dbać o to, aby przeciwdziałać powstawaniu takich postaw. Zrzucanie na osoby i grupy winy za problemy tego świata nie przybliża nas ani o krok od ich rozwiązania. Pamiętajmy, aby w drugiej osobie widzieć zawsze człowieka, z indywidualnym charakterem, zaletami i przywarami. Nie możemy patrzeć na innych przez pryzmat uprzedzeń.

Styczeń 26, 2016

Kampania HejtStop i Agora S.A

mają przyjemność zaprosić na spotkanie:

Jak skutecznie zgłaszać niezgodne z prawem i regulaminem treści w serwisach Agory?

Zgłaszanie oraz moderowanie treści niezgodnych z prawem, jest wyzwaniem i obowiązkiem serwisów Agory, jak i dla organizacji zajmujących się na co dzień tą tematyką. Bardzo ważne jest prowadzenie skoordynowanych działań w oparciu o dialog między opiekunami serwisów a użytkownikami, dlatego też mamy przyjemność zaprosić Państwa na spotkanie, na którym obecni będą specjaliści, którzy zaprezentują politykę Agory w zakresie bezpieczeństwa i przeciwdziałania mowie nienawiści. Spotkanie będzie też okazją do otwartej i merytorycznej dyskusji.

Wydarzenie odbędzie się 2 lutego 2016 roku w lokalu Państwomiasto przy ulicy Andersa 29 w Warszawie o godzinie 18:00.

Wydarzenie ma charakter otwarty.

Styczeń 18, 2016

Pod koniec listopada ruszyliśmy z kampanią #ryjkuźniara. Twarz kampanii, popularny dzienikarz Jarosław Kuźniar, zaprezentował w klipie „ryje”, jakie przypisują mu hejterzy. „Eurocwel”, „pedałolub”, „antypolski gnój” i „szczekacz znad klawiatury” – co może wyjść z takiego połączenia?

Celem naszej kampanii jest pokazanie, że problem hejtu dotyczy każdego i każdej z nas. Dlatego wystosowaliśmy otwarte zaproszenie do nadsyłania własnych materiałów, w których będą czytać hejty na swój temat. Spotkaliśmy się z ogromnym odzewem. Cały czas otrzymujemy nowe materiały. Kto się do nas zgłosił?

Marcel – usłyszał m.in. „wypierdalaj z Polski, obojnaku!” czy „gwałt to dla takiego jak ty komplement”

Pani Henryka – jest”moherem” i „przedawkowała z Radiem Maryja”

Betty Q – „tępa szmata”, która „tylko cyckami potrafi kręcić”

Alicja Tysiąc – „dzieciobójczyni”. Troskliwi internauci zamartiwają się „jak ona może spojrzeć swoim dzieciom w oczy”

Jej Perfekcyjność – „pedał”, do którego hejterzy piszą listy miłosne: „jesteś piękną konwalią, jestęś pięknym rozmarynem, jesteś… pojebany”

Natalia – „metr osiemdziesiąt? Chyba w pasie”, a „na dupie widać wszystkie nieudane diety”

Wiktor – „ej, to laska czy koleś?”. Dowiemy się jak „ściągnie gacie i pokaże, co ma w majtkach”

Fox Ana – „wyglądasz jak krowa, muuu!”, „matka się pewnie wstydzi, że ma takie dziecko”

Karolina – „cierpi na syndrom niedopchnięcia”, a poza tym to „uroda beczki do kiszenia kapusty”

Magda – jest „niedopchniętą i niedorżniętą dziwką” i „nie chce jej żaden facet”

Justyna – „sekciara”, gyby ludzie jej wyznania „walczyli o kraje to skończylibyśmy jak Tybet”

Aneta Todorczuk-Perchuć – „robi miny jak srający kot na sedesie”, a poza tym „nogi paskudne, raczej nie do pokazywania”

Anna Oberc – „Te włosy na twarzy, nochal, usta – dramat!”. Normalnie jak „stara panna z chcicą”

Otar Saralidze – „ciapaty” i „na pewno stuprocentowy pederasta”

Marcin Perchuć – „najbrzydszy aktor jakiego widziałem”, „te kłaki deformują mu głowę”

Julia Pogrebińska – „Ruska flądra” i „beztalencie dające dupy”

Zapraszamy do dołączania! Wystarczy nagrać film, wrzucić go na Facebooka z hashtagiem #każdymaswójryj – opublikujemy go.

Styczeń 13, 2016

Anonimowość wskazywana jest jako jedna z przyczyn występowania w sieci negatywnych zjawisk, między innymi mowy nienawiści. Zdaniem niektórych ograniczenie anonimowości mogłoby pomóc skutecznie zwalczać internetowy hejt. Czy rzeczywiście?
Anonimowość czy poczucie bezkarności?

W sieci nigdy nie jesteśmy w pełni anonimowi. Na każdym kroku zostawiamy w niej cyfrowe ślady, przede wszystkim adres IP, po którym w razie potrzeby niemal zawsze można trafić do użytkownika. Co więcej, wiele portali internetowych czy forów wymaga od użytkowników rejestracji, jeśli chcą publikować na nich jakiekolwiek treści. Niektóre wymagają podania prawdziwych danych (tzw. real-name policy, stosowana np. przez Facebooka). Wystarczy jednak zajrzeć na Facebooka lub dowolną stronę informacyjną z możliwością komentowania tekstów, żeby zauważyć, że możliwość zidentyfikowania autora treści nie jest szczególnie odstraszająca i jeśli ktoś ma ochotę kogoś obrazić, zrobi to nawet pod własnym imieniem i nazwiskiem. Problemem zatem nie jest – złudna zresztą – anonimowość, a raczej poczucie bezkarności.
Polskie prawo daje możliwość ścigania za mowę nienawiści. Przed sąd można trafić również za naruszenie dóbr osobistych innej osoby, np. wizerunku, dobrego imienia. Jednak ani groźba wypłaty odszkodowania lub zadośćuczynienia, ani możliwość nakazania publicznych przeprosin (w przypadku stwierdzonego przez sąd naruszenia dóbr osobistych), ani kara grzywny, a nawet więzienia do lat trzech (maksymalna kara w przypadku publicznego znieważania np. ze względu na przynależność rasową), zdają się nie robić większego wrażenia na hejterach. W ostatnich latach było głośno o kilku zdarzeniach, które wyzwoliły wprost porażającą falę hejtu. Szczególnie szokują takie reakcje na czyjąś śmierć: nastoletniego Dominika z Bieżunia, 27-letniej blogerki modowej, biznesmena i najbogatszego Polaka Jana Kulczyka czy aktorki Anny Przybylskiej. Ale hejt dotyka nie tylko ludzi showbiznesu, biznesmenów, nastolatków z małych miejscowości, odróżniających się od ogólnie przyjętej „normy”, uchodźców, których znaczna (a na pewno bardziej wylewna w sieci) część Polaków nie lubi czy raczej boi się ich „inności”. Czy prawo daje skuteczne narzędzia do walki z tym problemem?
Obowiązująca w polskim prawie procedura notice & takedown („zauważ i zdejmij”, art. 14 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną) wprowadza współodpowiedzialność administratorów portali za treść, której nie usunęli mimo otrzymania wiarygodnego zgłoszenia, że narusza ona czyjeś prawa. W praktyce oznacza to, że jeśli użytkownik trafi w sieci na obraźliwy komentarz pod swoim adresem albo nawoływanie do nienawiści, może domagać się jego usunięcia od administratora strony, a także dochodzić swoich praw w sądzie.
Trudności w egzekwowaniu prawa

W teorii wydaje się to proste: w sieci pojawia się obraźliwy komentarz albo mowa nienawiści? Administrator dostaje zgłoszenie, komentarz znika z sieci. Jeśli nie zniknie, bo administrator nie zgodzi się z oceną osoby zgłaszającej, lub zniknie pod dłuższym czasie, pokrzywdzony może zwrócić się do sądu po odszkodowanie, ewentualnie organy ścigania zajmą się przypadkiem mowy nienawiści. Rzeczywistość jednak lubi komplikować proste sytuacje.
Przede wszystkim, żeby administrator usunął wpis, musi otrzymać wiarygodne zgłoszenie. Czyli ktoś musi dany wpis przeczytać i poczuć się dotknięty. Warto reagować na obelżywe komentarze. Jeśli portal zastrzega w regulaminie, że nie wolno publikować jakichś treści, zareaguje na zgłoszenie. Jeśli jakiś wpis jest niezgodny z prawem (np. jest szerzeniem mowy nienawiści), właściciel portal ma obowiązek go usunąć – jeśli tego nie zrobi, grozi mu współodpowiedzialność.
Polskie przepisy nie są idealne. Przede wszystkim brakuje definicji „wiarygodnej wiadomości”, nie określono też, jak szybko strona musi zareagować na zgłoszenie. Co więcej, pośrednicy internetowi muszą uważać, żeby nie przekroczyć cienkiej granicy, za którą kończy się ochrona dóbr osobistych i walka z mową nienawiści, a zaczyna ograniczanie wolności słowa. Usuwając wpis, powinni mieć ku temu podstawę.
Dodatkową komplikacją w egzekwowaniu prawa jest to, że wiele usług (w tym najpopularniejsze) jest świadczonych przez firmy mające siedzibę zagranicą i nie obowiązuje ich polskie prawo. Dotyczy to najpopularniejszych portali, m.in. Facebooka, który rozpatruje zgłoszenia wyłącznie na podstawie swojego regulaminu.
Na drodze sądowej

Niezależnie od tego, czy wpis został usunięty, czy nie, można złożyć pozew do sądu przeciwko autorowi treści. Do tego celu jednak niezbędne są dane autora wpisu, które można uzyskać od pośrednika internetowego (podmiotu świadczącego daną usługę). Ale pośrednicy internetowi mają obowiązek ochrony danych osobowych, dlatego często odmawiają wnioskom osób prywatnych o podanie danych użytkowników. Wtedy pozostaje skarga do Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych. Jeśli decyzja GIODO będzie niesatysfakcjonująca, można złożyć skargę do sądu administracyjnego. To trudna procedura, dlatego alternatywą mogłoby być umożliwienie składania do sądu tzw. „ślepych pozwów”, czyli złożenie pozwu bez wskazywania pozwanego, a jeśli po pierwszej lekturze sąd uzna, że mogło dojść do naruszenia, zobowiązuje pośrednika internetowego do dostarczenia danych autora wpisu.
Jeśli poszkodowanemu nie zabraknie determinacji, wreszcie spotka się z autorem wpisu w sądzie. Ten zdecyduje, czy nie została przekroczona granica wolności słowa – czy naruszone zostały dobra osobiste i czy należy się odszkodowanie lub zadośćuczynienie.
Do sądu można zwrócić się także z pozwem przeciwko właścicielowi portalu (pośrednikowi internetowemu), jeśli administrator nie zgodzi się na usunięcie wpisu, zrobi to zbyt późno lub osoba, której dotyczy wpis czuje się urażona faktem, że komentarz w ogóle został opublikowany (portal dopuścił do jego publikacji).
Odpowiedzialność pośrednika za treści
Zgodnie z ustawą o świadczeniu usług drogą elektronicznych administrator portalu ma obowiązek zareagować niezwłocznie po otrzymaniu zgłoszenia o wpisie naruszającym czyjeś prawa. Jednak administratorzy stron nie mają obowiązku moderowania komentarzy ani przed publikacją, ani po. Zwalnia ich z niego unijna dyrektywa o handlu elektronicznym (artykuł 15), wdrożona do polskiego porządku prawnego w ustawie o świadczeniu usług elektronicznych (artykuł 15). Jednak decyzje sądów w takich sprawach bywają zaskakujące, co pokazała głośna sprawa Delfi przeciwko Estonii, która trafiła na wokandę Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.
Estoński portal musiał zapłacić karę za komentarze opublikowane pod jednym z tekstów, mimo że usunął je natychmiast po otrzymaniu zgłoszenia od osoby, pod której adresem je kierowano. W Estonii, podobnie jak w Polsce, pośrednicy internetowi nie odpowiadają za treść, jeśli nie wiedzą o jej bezprawności lub usuną ją, jak tylko otrzymają wiarygodne zgłoszenie. Estoński sąd uznał jednak, że portal mógł przewidzieć, że ten konkretny tekst wywoła emocjonalne reakcje i podjąć działania zapobiegawcze. Europejski Trybunał Praw Człowieka, do którego zwrócił się Delfi, nie podzielił wątpliwości portalu, że konieczność zapobiegania publikacji niezgodnych z prawem treści, ogranicza wolności słowa.
Ważenie wartości
Użytkownicy Internetu mają prawo do prywatności, którego istotną częścią jest zachowanie anonimowości w sieci. Mamy prawo wypowiadać swoje opinie w sieci bez potrzeby wylegitymowania się przed pozostałymi użytkownikami. Zresztą jak miałoby to wyglądać w praktyce? Ostatnio wielką karierę robi biometria, więc może identyfikacja przez odcisk palca? Takie rozwiązanie z kolei rodzi szereg wątpliwości pragmatycznych, np. kto miałby przechowywać dane i skąd wziąć na to pieniądze. Takie praktyczne pytania można mnożyć, jednak w tym przypadku ważniejsze jest skupienie się na abstrakcyjnej wartości, jakąś jest prywatność. Dlaczego warto ją chronić i co tracimy wraz z nią, obrazowo wyjaśnił niedawno Piotr Marzec-Liroy:
„Ludzie mówią: ja nic nie robię, nie ściągam porno, nie piratuję seriali, nie mam się czym martwić. No więc masz się czym martwić. Oni będą czytać, co piszesz z biura do żony, będą przeglądać rachunki za kablówkę, będą oglądać focie twojej córki.(…) To tak jakbym mógł macać każdą kobietę, która idzie ulicą. Rozumiesz, podejdę, pomacam jej piersi, zajrzę w majtki. Powinna się obrazić, to naruszenie godności osobistej. A ona mówi: »No przecież nie mam nic do ukrycia«! Jest granica nienaruszalności. Nie ma znaczenia, czy ja się czuję winny z jakiegoś powodu, czy mam coś za skórą. Chodzi o rzecz najistotniejszą dla ludzi od zarania dziejów, czyli o wolność osobistą”.
Anna Obem
Współpraca: Wojciech Klicki
Autorzy są członkami zespołu Fundacji Panoptykon (panoptykon.org), chroniącej wolności i prawa obywatelskie przed nadmiernym nadzorem.

Styczeń 8, 2016

W 2015 r. przeprowadziliśmy serię warsztatów poświęconych mowie nienawiści.

Pod koniec maja (29.05) przeprowadzone zostały pierwsze w 2015 r. warsztaty połączone z zamalowaniem w Krakowie. W warsztatach wzięli udział studenci krakowskich uczelni. Prowadzący, Tomasz Pytko ze Stowarzyszenia Projekt: Polska i Stowarzyszenia All in UJ, opowiedział o tym, w jaki sposób możemy doprowadzić do usuwania przejawów mowy nienawiści z przestrzeni publicznej. Uczestnicy warsztatów zamalowali antysemicki napis przy ul. Kazimierza Wielkiego.

Przeprowadziliśmy również warsztat podczas konferencji w Głuchołazach, organizowanej 10 czerwca. Wydarzenie zorganizowano w ramach projektu „Hejting, trolling, stalking – stop wirtualnej agresji. Działania profilaktyczno-edukacyjne na rzecz bezpieczeństwa dzieci i młodzieży w Internecie”. W wydarzeniu uczestniczyli m.in. przedstawiciele władz miejskich i policji, w sumie ok. 100 osób. Podczas konferencji opowiedzieliśmy o działaniach HejtStopu oraz zachęcaliśmy obecne tam osoby do zaangażowania się. Przeprowadziliśmy również warsztat, skierowany do 20 osób. Uczestnicy dowiedzieli się w jaki sposób usuwać mowę nienawiści z przestrzeni publicznej i z Internetu. W warsztacie wzięli udział m.in. dyrektorzy szkół i przedstawiciele lokalnych organizacji pozarządowych. Warsztaty prowadzili Małgorzata Kulczycka i Bartosz Krajewski z HejtStopu.

Na początku września (5.09) zorganizowaliśmy w Katowicach warsztat dla uczestników programu „Obywatele Planety A”. W warsztacie prowadzonym przez Bartosza Krajewskiego uczestniczyło 13 uczniów gimnazjów i liceów. Warsztat był poświęcony tematyce mowy nienawiści w Internecie. Oprócz części teoretycznej, przeprowadziliśmy z uczestnikami akcję zgłaszania nienawistnych treści w Internecie.
Niezwykle owocna okazała się współpraca z urzędem miasta w Wadowicach oraz tamtejszą komendą powiatową policji. Przeprowadziliśmy tam w dniach 16-17 września trzy warsztaty, prowadzącym był ponownie Bartosz Krajewski. W pierwszym uczestniczyli dyrektorzy szkół z Wadowic oraz okolicznych miejscowości (12 osób). Dyrektorzy szkół zwrócili uwagę na konieczność edukacji rodziców, którzy często są zaskoczeni kiedy konfrontuje się ich z treściami umieszczanymi przez nastolatków w Internecie. Rodzice obwiniają nauczycieli, podczas gdy sami powinni nadzorować aktywność swoich dzieci. Dyrektorzy zwrócili również uwagę na obciążenie obowiązkami administracyjnymi, utrudniające prowadzenie skutecznych działań prewencyjnych wobec uczniów.

W kolejnym szkoleniu uczestniczyli policjanci i strażnicy miejscy, łącznie około 10 osób. Szczególnie wartościowe były obserwacje policjantów z Andrychowa, pracujących z przypadkami przestępstw z nienawiści (w mieście tym dochodzi do antagonizmów między społecznością polską i romską). Uznali jednak rozmiar konfliktu opisywany w mediach za przesadzony, a jako swoje główne zadanie wskazali przygotowanie do Światowych Dni Młodzieży, które odbędą się w 2016 r. w Krakowie i okolicznych miejscowościach. W ostatnim szkoleniu wzięli udział pedagogowie i psycholodzy szkolni. Wskazali na problem nienawiści pomiędzy uczniami, sięgający coraz młodszych grup wiekowych – najbardziej powszechny w gimnazjach. Zadeklarowali chęć przeprowadzenia zajęć z udziałem uczniów i rodziców. Otrzymali od nas materiały edukacyjne ze scenariuszami zajęć. Poza zorganizowaniem szkoleń, władze Wadowic zobowiązały się przeprowadzić inwentaryzację istniejących w mieście obraźliwych napisów i doprowadzić do ich usunięcia. Zaznaczono przy tym, że w Wadowicach największym problemem jest hejt umieszczany w Internecie, relatywnie niewiele jest natomiast przejawów mowy nienawiści na elewacjach nieruchomości.
Kolejne warsztaty w Krakowie odbyły się 12 listopada. Poprowadził je dr Paweł Kubicki z Uniwersytetu Jagiellońskiego, poświęcone zostały tematyce agresji między grupami społecznymi w przestrzeni miejskiej. W warsztatach uczestniczyli studenci krakowskich uczelni. Kolejnego dnia odbyło się zamalowanie antysemickich napisów na budynku znajdującym się przy skrzyżowaniu ulic Słoneckiego i Dobrego Pasterza.

Pod koniec roku odbyły się trzy warsztaty zorganizowane przez Macieja Sopyło z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. W Lublinie 25 listopada spotkaliśmy się ze studentami Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej. Zamalowaliśmy również napisy znajdujące się na Domu Aktora przy ul. Straganiarskiej 55. Wcześniej odmówiono nam zgody na zamalowanie antysemickiego napisu znajdującego się na Drodze Męczenników Majdanka. Kolejne warsztaty odbyły się w Poznaniu, uczestniczyli w nim studenci Uniwersytetu Adama Mickiewicza. Ostatni warsztat odbył się w Kole, w tamtejszym liceum ogólnokształcącym im. Kazimierza Wielkiego.

Dziękujemy prowadzącym i wszystkim uczestnikom – było to dla nas cenne doświadczenie. Zachęcamy do dalszego działania!

Widzisz hejta? Reaguj!