autor: Wiktor Soral
Uniwersytet Warszawski, Centrum Badań nad Uprzedzeniami

Całkiem niedawno media obiegła wiadomość o rozmowach na linii Facebook – Niemcy, dotyczących wprowadzenia większej kontroli treści pojawiających się na znanym portalu społecznościowym. Tą „cenzurą” (jak określało ją część dziennikarzy) miały być objęte coraz częstsze rasistowskie i ksenofobiczne wpisy skierowane wobec uchodźców i imigrantów. Władze niemieckie, a jeszcze wcześniej Rada Europy (w zainicjowanej kampanii NoHateSpeechMovement) dostrzegły poważne zagrożenie w coraz większym rozpowszechnieniu mowy nienawiści w sieci i postanowiły z nim walczyć. Choć osobiście pochwalam te działania, nie mogę przejść obojętnie obok fali wzburzenia lub niechęci, jaka pojawiła i nadal pojawia się u części społeczeństwa w reakcji na tą informacją. U części osób pojawiła się obawa na myśl o tym, że ktoś będzie ograniczał wolność wypowiedzi w Internecie lub co więcej mówił społeczności internetowej jak ma myśleć. Ta niechętna reakcja nieco dziwi, ponieważ mam wrażenie, że większość z nas zupełnie nieświadomie akceptuje różne formy ograniczania ekspresji i kontroli wypowiedzi w nie-wirtualnym świecie. Opór pojawia się jednak wtedy, gdy chcą nam zabrać Internet.

W tym artykule chciałbym zastanowić się co sprawia, że mowa nienawiści w sieci jest tak trudnym problemem. Należy podkreślić że mowa nienawiści nie jest zjawiskiem nowym i nie pojawiła się ona wraz z początkiem Internetu. Raczej wątpliwe jest też, że Internet sprawił, że mowa nienawiści nabrała innego charakteru niż miała w latach przed epoką powszechnego dostępu do sieci. Czy Internet zmienił nasze zachowanie i sprawił, że staliśmy się bardziej nienawistni, mniej wrażliwi i wyrozumiali? Często wskazuje się, że to anonimowość i związany z nią brak poczucia odpowiedzialności za swoje czyny sprawiają, że mowa nienawiści w sieci przybrała rozmiary epidemii. Ten często powtarzany argument wydaje mi się jednak nietrafiony. Większość współczesnych użytkowników Internetu zdaje sobie sprawę, że w sieci nie ma anonimowości, a nienawistne komentarze pojawiają się na profilach opatrzonych nie tylko imieniem i nazwiskiem, ale także informacją o miejscu pracy lub nauki. W moim wywodzie chciałbym wskazać na inne źródło rozwoju epidemii mowy nienawiści w sieci, takie które jest związane z postrzeganiem charakteru Internetu jako przestrzeni publicznej.

Gdy poproszono mnie o napisanie tego artykułu, zasugerowano, abym spróbował opowiedzieć czym różni się mowa nienawiści w Internecie od tej spotykanej w przestrzeni publicznej; zupełnie tak jakby Internet i przestrzeń publiczna stanowiły odrębne byty. Często nie uświadamiamy sobie lub zapominamy, że Internet również stanowi przestrzeń publiczną, dziś być może jedną z najważniejszych lub najczęściej odwiedzanych przez znaczną część społeczeństwa. Internet jest częścią przestrzeni publicznej i mowa nienawiści pojawiająca się w Internecie, pojawia się tym samym w przestrzeni publicznej. Przeniesienie do przestrzeni wirtualnej nie zmienia charakteru języka nienawiści, ale z pewnością zwiększa jego moc oddziaływania i zwiększa szanse, że dosięgnie on swojej ofiary. Mimo to, wydaje się nam jakoby sam fakt, że dana treść pojawiła się w sieci stanowił jej usprawiedliwienie. Przecież w Internecie wszystko można, czy nie?

Chciałbym w tym miejscu postawić ważną moim zdaniem tezę: Dopóki Internet będziemy traktować jako oderwany od przestrzeni publicznej, dopóty niemożliwie będzie okiełznanie epidemii mowy nienawiści w sieci i dopóty będzie on stanowił główne miejsce kontaktu z mową nienawiści wśród młodzieży. Gdy ludzie znajdują się w przestrzeni publicznej, ich działaniem kierują określone normy społeczne – ustalone wspólnie reguły postępowania, zasady odnośnie tego co jest słuszne i poprawne, a co niedozwolone lub niemoralne. W badaniach, które przeprowadziłem wspólnie z Centrum Badań nad Uprzedzeniami i Fundacją im. Stefana Batorego, próbowaliśmy ustalić stopień przyzwolenia na obecność języka nienawiści w przestrzeni publicznej. Choć mowę nienawiści wobec niektórych grup mniejszościowych (szczególnie Romów i mniejszości seksualnych) akceptuje nawet 40% polskiego społeczeństwa, tylko 5% akceptuje język wrogości wobec osób czarnoskórych i Ukraińców. Oznacza to, że w tym drugim przypadku zdecydowana większość społeczeństwa nie chciałaby słyszeć mowy nienawiści w swoim otoczeniu i byłaby skłonna jej zakazać.

Gdy przyjrzeliśmy się nieco dokładniej powyższym wynikom odkryliśmy zaskakującą zależność. Często zakłada się, że mowa nienawiści jest przymiotem osób o prawicowych, konserwatywnych poglądach społecznych. Nasze badanie pokazało coś odwrotnego: osoby przywiązane do tradycji, autorytetów i społecznych konwenansów, charakteryzowały się mniejszą akceptacją języka wrogości w przestrzeni publicznej. Ten wynik okazał się paradoksalny również dlatego, że te same osoby o prawicowym światopoglądzie charakteryzowały się większym dystansem w stosunku do grup mniejszościowych, niż osoby o światopoglądzie lewicowym. Przypuszczalnie osoby o prawicowym światopoglądzie są w większym stopniu przywiązane do norm społecznych i to sprawia, że choć mogą odczuwać niechęć wobec niektórych grup mniejszościowych, nie będą skłonne naruszać normy polegającej na niekrzywdzeniu innych. W świetle tych wyników można przypuszczać, że czasach gdy poglądy polityczne polskiego społeczeństwa dryfują w prawą stronę, wyparcie mowy nienawiści z przestrzeni publicznej nie powinno stanowić problemu… ale jest jeszcze Internet.

Gdy Internet powstawał, stanowił przystań wolności dostępną tylko dla niewielkiej grupy specjalistów i pasjonatów. Te czasy już dawno minęły i Internet – z obrzeży – przeniósł się do centrum przestrzeni publicznej. Legenda o Internecie jako o przystani wolności przetrwała jednak tą zmianę pozycji. Przypuszczalnie, wiele osób nadal chciałoby postrzegać Internet jako coś innego niż przestrzeń publiczna, miejsce gdzie więcej wolno. Być może właśnie to pragnienie stanowiło bazę dla rozwoju epidemii mowy nienawiści. Właściwej siły napędowej tej epidemii należy jednak szukać gdzie indziej. O ile to specyficzne postrzeganie Internetu sprawiło, że mowa nienawiści przeniosła się w końcu również do sieci, to dalsze rozprzestrzenianie się mowy nienawiści przypomina raczej rozprzestrzenianie się wirusa (nie bez powodu użyłem wcześnie określenia „epidemia”).

W niedawnych badaniach wspólnie z Centrum Badań nad Uprzedzeniami UW, sprawdzaliśmy jak zmienia się postrzeganie obraźliwości mowy nienawiści, gdy ludzie narażeni są na nią przez dłuższy czas. Wcześniejsze badania holenderskich naukowców (Keizer, Lindenberg i Steg, 2008) opublikowane w prestiżowym magazynie Science, pokazały, że gdy ludzie obserwują przypadki łamania norm społecznych, sami są również bardziej skłonni dopuszczać się ich naruszania. W naszych badaniach, udało nam się pokazać podobny mechanizm w przypadku mowy nienawiści. U uczestników badania, którzy czytali nienawistne komentarze zaobserwowaliśmy mniejszą wrażliwość na tego typu treści oraz większy poziom uprzedzeń w stosunku do grup, których dotyczyła mowa nienawiści. W świetle tych wyników łatwo sobie wyobrazić, co się dzieje gdy przeglądając treści, internauci napotykają się co jakiś czas na hate. Choć początkowo mogą czuć się nim zniesmaczeni lub zszokowani, po pewnym czasie ich reakcja emocjonalna staje się coraz słabsza, w końcu przestają w ogóle zauważać, że coś jest nie tak z treściami, które czytają.

Częsty kontakt z mową nienawiści odwrażliwia na tego rodzaju treści, ale również sprawia, że normy społeczne przestają obowiązywać. Tą drugą hipotezę sprawdzaliśmy wspólnie z kolegami i koleżankami w najnowszym badaniu. W eksperymencie obserwowaliśmy relację pomiędzy tzw. życzliwym seksizmem, a wiarą w mity na temat gwałtu. Ta specyficzna zależność może istnieć tylko pod warunkiem obecności i fukcjonowania określonych norm społecznych. W badaniu zauważyliśmy jednak, że ekspozycja na mowę nienawiści sprawiła, że u uczestników badania ta zależność zanikła. Ten wynik potwierdza nasz przypuszczenie, że kontakt z mową nienawiści zawiesza funkcjonowanie norm społecznych. Zatem częsty kontakt z mową nienawiści może kształtować przekonanie, że język wrogości nie jest naruszeniem normy społecznej i nie jest niczym szkodliwym.

Chciałbym zaznaczyć, że Internet stanowi idealne pole, na którym opisane przeze mnie proste mechanizmy poprzez sieć zależności mogą przerodzić się w epidemię w tempie niemal błyskawicznym. Gdy idziemy ulicą i widzimy na murach rasistowskie napisy, mowa nienawiści działa na nas prawdopodobnie tak samo jak w Internecie. Prawdopodobnie jednak szkoda nam będzie czasu na tworzenie własnego napisu na murze (nie wspominając o strachu przed możliwą karą za wandalizm). Napisanie własnego komentarza w Internecie, udostępnienie komentarza znajomego, lub choćby jego polubienie, jest z kolei proste i niewymagające. Inna różnica sprowadza się do tego co normatywne (malowanie napisów na murach jest nienormatywne, ale do pisania komentarzy jesteśmy wręcz zachęcani).

Wszystkie opisane przeze mnie badania pokazują, że postrzegając Internet jako oderwany od przestrzeni publicznej przyczyniamy się do rozprzestrzeniania się w nim języka wrogości. Mowa nienawiści w sieci nie różni się niczym od tej w tradycyjnie rozumianej przestrzeni publicznej. Jest źródłem wykluczenia i segregacji, a przez cierpienia, depresji, oraz prób samobójczych wśród grup mniejszościowych dotkniętych językiem wrogości. Tego wszystkiego można by uniknąć, gdybyśmy zaakceptowali fakt, że Internet dawno przestał być miejscem, w którym nasze czyny i słowa są niczym nieograniczone. Jeżeli łatwo nam zaakceptować, że pewnych rzeczy nie wypada mówić w pracy, w szkole, na uczelni, w kościele, to dlaczego nie zaakceptować również pewnych norm zachowania we wspólnej przestrzeni wirtualnej. Postarajmy się przenieść normy społeczne również do sieci. Spróbujmy stworzyć miejsce, w którym każdy z nas będzie mógł się czuć dobrze. Uczyńmy z Internetu przestrzeń prawdziwie publiczną i obywatelską.