Zgodnie z polskim prawem na terenie Rzeczpospolitej nie wolno publicznie propagować jakiegokolwiek totalitarnego ustroju państwa ani nawoływać do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych czy ze względu na bezwyznaniowość. Praktyka pokazuje jednak, że prawo kroczy swoją drogą, a służby – swoją. Jak bowiem inaczej wytłumaczyć sytuację, w której Policja może wejść za zgodą studenta do mieszkania, w którym trwa impreza i sprawdzić, czy któryś z gości nie łamie prawa, co zresztą często robi, a nie jest skłonna do zapobiegania imprezom jawnie neofaszystowskim lub do monitorowania ich przebiegu?

Ponad rok temu na Dolnym Śląsku bez przeszkód zagrały zespoły związane z neofaszystowską międzynarodówką. Służby ograniczyły się wówczas do patrolowania terenu wokół obiektu, w którym odbywał się koncert. Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa wymienionego w artykule 256 Kodeksu Karnego wpłynęło do prokuratury z inicjatywy Fundacji Klamra. Dlaczego w tej i podobnych sprawach postępowanie przygotowawcze zostaje rozpoczęte dopiero na wniosek organizacji pozarządowej, a nie z inicjatywy organu publicznego? Dlaczego funkcjonariusze nie przerwali tej imprezy?          

Zdaje się, że problemów nastręcza służbom zbyt sztywna interpretacja słowa publicznie, które pojawia się w art. 256 k.k. Nie oznacza ono tego samego, co sformułowanie w miejscu publicznym, ponieważ istnieje możliwość popełnienia jakiegoś przestępstwa jednocześnie niepublicznie i w miejscu publicznym. Działanie publiczne charakteryzuje się tym, że zostało podjęte na oczach bliżej nieokreślonej liczby świadków. Jeśli więc na pustej ulicy, która jest przecież miejscem publicznym, zbijemy nocą szybę zaparkowanego auta, to nie dopuścimy się występku o charakterze chuligańskim, ponieważ jego istotą jest właśnie działanie publiczne, a w przypadku braku świadków trudno jest mówić o tym, że działaliśmy publicznie.

Policja odmawia ingerencji w sprawie koncertów zespołów neofaszystowskich, zasłaniając się tym, że tego typu imprezy mają charakter zamknięty. Rzeczywiście jest tak, że aby zgłosić swój udział w imprezie, a także dostać szczegółowe informacje na temat miejsca i godziny rozpoczęcia wydarzenia, na którym zagrają grupy skrajnie prawicowe, trzeba zadzwonić do organizatora, którego numer podany jest w reklamach internetowych. Jednakże kryterium odróżniające istnienie publiczności działania od jej braku, czyli uczestnictwo nieokreślonej liczby osób, których nie da się indywidualnie oznaczyć, wydaje się w przypadku koncertów grup neofaszystowskich absurdalne.

Nawet jeżeli liczbę osób obecnych w trakcie koncertu da się precyzyjnie określić, to przecież potrzeba by niemałego wysiłku intelektualnego, aby wytłumaczyć, że charakter imprezy kilkudziesięcio- lub kilkusetosobowej, do której za odpowiednią opłatą dostęp ma każdy, nosi znamiona prywatności (a przecież wydarzenie nie ma charakteru publicznego, o ile ma charakter prywatny). W uzasadnieniu wyroku Sądu Najwyższego z 16 listopada 1972 roku (I KR 274/72) znajdziemy uwagę, że „uczestnictwo bliżej nieokreślonej liczby osób, nie mogących być indywidualnie oznaczonymi – nie może być traktowane statycznie, sztywno”.

Zgodnie z uchwałą Sądu Najwyższego z 20 września 1973 r. (VI KZP 26/73) istotą działania publicznego jest działanie nie tylko z zamiarem bezpośrednim, ale też – ewentualnym. Muzyk, który na scenie wykonuje utwory, w których nawołuje do nienawiści na tle rasowym, wyznaniowym, narodowościowym czy etnicznym, fizycznie nie jest w stanie w tym samym czasie występować przed publicznością oraz pilnować zarówno ilości, jak i tożsamości osób obecnych na koncercie. Sprawca – jako osoba wykonująca pewien program muzyczny w określonych ramach czasowych – ma więc świadomość tego, że jego zachowanie jest dostępne dla nieokreślonej liczby osób lub co najmniej godzi się na to, że jego działanie może dotrzeć do nieokreślonej liczby osób, ponieważ nie może na bieżąco kontrolować listy obecności.

Tłumaczenia służb, że impreza, która była reklamowana w Internecie na stronach dostępnych dla każdego, ma charakter zamknięty i w związku z tym jedyną możliwością działania jest monitorowanie terenu w najbliższym sąsiedztwie koncertu, wydają się groteskowe. Policja ma związane ręce, czy po prostu nie chce egzekwować prawa? Każdy brak reakcji służb na organizowanie koncertów zespołów propagujących nienawiść jest przyzwoleniem na poszerzanie tak kręgu odbiorców tego typu przekazu, jak wachlarza grup muzycznych, które w swojej twórczości odwołują się do szkodliwych ideologii. Obyśmy zdążyli wypracować odpowiednie sposoby reakcji, nim Polska zyska niechlubne miano enklawy neofaszystów w Europie.

Anna Konopka